wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 3


Po powrocie do domu mama pytała jak było w kinie, odpowiedziałam, że fajnie i film mi się podobał, było duzo osób. Mój tato był od razu zainteresowany co to za chłopak. Odpowiedziałam że kolega ze szkoły, a znamy się z treningów. Nie lubię gdy chcą wszystko wiedzieć. To troche denerwujące. Chciałam się zastanowić nad Codym, czy zaczęłam mu się podobać, wnioskuję, że tak. Też go lubię, ale nie jestem pewna czy kiedykolwiek będę chciała więcej, niż relacja koleżeńska bądź przyjaźń. Nie zapomniałam o Justinie. Jego uśmiech jest piękny, Codiego zresztą też, ale w Justinie jest to coś. Może to dlatego że jest nowy i jest takie początkowe zafascynowanie jego osobą. Nie wiem sama. Bardzo pragnę go poznać, ale nie mam siły na razie myśleć jak. Jestem w szkole, a nie mogę cały czas skupiać się na chłopaku. Zaczęłam więc słuchać co mówi nauczyciel matematyki. 

Zadzwonił dzwonek, a byłam głodna więc chciałam iść zjeść na stołówkę. Nie wiem dlaczego, ale nie miałam w tym dniu rozmawiać z ludźmi, byłam jakby zmęczona. Ale czym? Przecież dzień wcześniej nie wydarzyło się nic nie fajnego. 
- Hej, co się stało? - zapytała Chalsey.
- Nic, po prostu mam jakiś słaby dzień. Zero ochoty na cokolwiek.
- Aa okej. A jak wczorajszy wypad do kina?
- Bardzo fajnie, byliśmy na Love Rosie. Podjechał po mnie, wszedł na chwile bo sie ubierałam, przyniósł mi różę i mnie przytulił i ogólnie to chyba mu się podobam. 
- Ooo jak super - odpowiedziała z fascynajcą.
- Nom, a teraz pójdziemy na stołówkę? Jestem głodna.
- Okok. - i ruszyłyśmy.
Zorientowałam się, że mamy piątek, więc zaczynał się weekend. Nareszcie! Jak wchodziłyśmy na stołówkę, zauważyłam stolik przy którym siedziało paru chlopaków z drużyny, w tym Cody, a z nimi siedział Justin. Dwóch przy jednym stole, jeeej! Najwidoczniej Cody rownież mnie zauważył bo pomachał do mnie z uśmiechem i ręką zachęcił do podejścia. No nie, a ja nie miałam humoru. Nie chciałam się okazać jakaś małomówna, jeszcze jak siedział tam Justin. Wraz z Chelsey podeszłyśmy do nich. Cody wstał i mnie przytulił. "Cholera, będą plotki, znaczy jakoś super się niby nie przejmuje tym, ale Justin, nie chcę by myślał, że jestem zajęta."- pomyślałam. Podczas przytulenia się nie ruszałam, nie chciałam odwzajemniać, chłopacy zaczęli gwizdać i krzyczeć. Lekko oderwałam się od chłopaka, na co otrzymałam zmieszane spojrzenie, które zignorowałam i przesunęłam się w bok oraz przywitałam się z innymi jednym "hej". Wydawało mi się, że Cody chciał coś do mnie powiedzieć jednak mu się to nie udało. Wszyscy odpowiedzieli, a Justin mruknął cichą odpowiedź, nawet się nie popatrzył. Halo, halo o co chodzi?  Za pierwszym razem szczerzy się do mnie, a teraz brak zainteresowania. Zrozum tu człowieka. Przypomniałam sobie, że jestem głodna i po to tu przyszłam. Zerknęłam na Chalsey, która stała obok mnie. 
- Chodźmy, do jakiegoś stolika- powiedziałam do przyjaciółki.
Ta skinęła głową.
- My idziemy do stolika.- odezwałam się do chłopaków przy stole.
- Nie usiądziecie z nami?- zapytał lekko zdziwiony Cody. Nie, nie chcę byś patrzył jak jem.
- Nie, zjemy same.- odpowiedziałam trochę przepraszająco.
- To pa wszystkim. - Powiedziałam głośniej i pomachałam. Chalsey zrobiła to samo i skierowałyśmy się do wolnego stolika, a następnie usiadłyśmy i wyciągnęłyśmy swoje kanapki.
- Coś nie zbyt chętna byłaś do rozmowy z nim.- powiedziała.
- No nie mam dzisiaj za dobrego dnia, a on jeszcze sie tak zachowuje, że wszyscy będą myśleć, że jesteśmy razem, a ja chcę by Justin wiedział, że jestem wolna.
- Aaa rozumiem. No, mógłby zwolnić.- po tych słowach zaczęłyśmy jeść. Chalsey na chwile zwróciła uwagę na coś za mną.
- Ej, oni się tu patrzą. 
- Jak, kto? - i juz chciałam obrócić głowę ale dziewczyna mnie powstrzymała.
- Nie obracaj się, jak to kto? Cody i reszta. Ale Justina tam już nie ma. - Oh, szkoda. I ponownie zajęłam się swoim jedzeniem. Po krótkim czasie skończyłam, jak i dziewczyna. Wstałyśmy od stołu mijając chłopców. Nagle poczułam lekkie szarpnięcie. Gdy odwróciłam głowę zobaczyłam Codiego, który trzymał moją rękę.
- Kate, coś się stało?- zapytał nieśmiało jakby bojąc się mojej odpowiedzi.
- Umm, nie mam humoru, tyle.- chciałam się obrócić i odejść, ale jego uścisk mi to uniemożliwiał.
- Napewno? 
- Nie chce mi się teraz rozmawiać, naprawdę mam dzisiaj kiepski dzień. Sorki. - i chciałam zabrać rękę, on to zauważył i mnie puścił.
- A więc do zobaczenia? 
- Tak - wymusiłam lekki uśmiech. Sama nie wiedziałam o co mi tak dokładnie chodziło więc po co miałam z nim rozmawiać? W drodze do klasy przyjaciółka nie zadawała więcej pytań, wiedząc że nie mam na nie ochoty. 

Justin's POV

Jak zobaczyłem wchodzącą do stołówki wchodzącą Kate poczułem się jakoś lepiej. "Co jest z tobą Bieber?" - pomyślałem. Przecież nigdy się tak nie czułem. No chyba, że miało dojść do stosunku, to zawsze mnie uszczęśliwia. Ale ona? Nic między nami nie ma. Gdy przywitała się z Codym, byłem zaskoczony, poddenerwowany i lekko zazdrosny? Nie myślałem w ogóle, że oni mogli być razem. I to mnie zdziwiło. Byłem lekko poddenerwowany faktem, że ona kogoś ma, a chciałem się nią "zająć". A zazdrosny? Czy chciałem być na jego miejscu? "Przestań, jeszcze w związek chcesz się wpakować"- odezwał się głos w mojej głowie. Co zauważyłem dziewczyna nie była chętna do zbliżenia, z czego byłem troche zadowolony. Odsunęła się po krótkim czasie od chłopaka i przywitała sie z resztą. Odpowiedziałem cicho, nie patrząc na nią, nadal będąc wkurzony faktem, że on ją przytulał. Nie wiedziałem co w tej chwili się ze mną działo, to nie było zachowanie podobne do mojego. 

************************************************

Moi kumple przyjechali do mnie około 19:00, mieliśmy zamiar wybrać się na impreze. Gdy byliśmy "gotowi", skierowaliśmy się do taksówki która zaparkowała przed moim domem, wracając z klubu nie mielibyśmy jak prowadzić, chyba wiecie dlaczego. Jak znaleźliśmy się na miejscu skierowaliśmy się do zarezerwowanego wcześniej stolika. Chciałem znaleźć sobie jakąś dziewczyne na ten wieczór. Nagle pomyślałem o Kate. Nie miałem jej numeru, więc wpadłem na pomysł, że napisze do Petera o podanie go. Znali się więc liczyłem, że ma jej numer. Szybko wystukałem wiadomość :
Ej masz może numer do tej cheerleaderki Kate?

Po chwili otrzymałem odpowiedź.
Peter: No mam, czemu pytasz?
Justin: Mógłbyś mi podać? Jest mi potrzebny. 

Po niedługim czasie otrzymałem go w wiadomości. Przystąpiłem do działania i zadzwoniłem.


Kate's POV

Reszta dnia w szkole minęła monotonnie, jednak byłam już bardziej rozmowna niż wcześniej. Nie rozmawiałam z Codym, jedynie z Chalsey, Christie i Amandą. 
W domu zjadłam obiad, odrobiłam wszystkie lekcje, a następnie usiadłam na łóżku z laptopem z zamiarem oglądania filmu. Wybrałam Wielki Gatsby, ale najpierw poszłam do kuchni w poszukiwaniu przekąsek. Znalazłam paczkę prażynek, paluszki oraz ciastka Oreo. Wszystkie te rzeczy oraz wodę wzięłam na górę. Gdy już byłam przygotowana na "piątkowy wieczór filmowy", nagle zadzwonił telefon. "Aaaaa czego chcesz?"- pomyślałam i zerknęłam na telefon. Nie znałam tego numeru ale postanowiłam odebrać.
- Hej - odezwał się lekko zachrypnięty męski głos. "Kto to może być?".
- Umm, cześć? Z kim rozmawiam?- odpowiedziałam.
- Tu Justin, pamiętasz mnie?- odpowiedział pewnie z lekkim chichotem. O kurwa, oczywiście że pamiętam. Skąd on ma mój numer i po co dzwoni? Znaczy jestem bardzo szczęśliwa ale dlaczego? I właśnie w tej chwili byłam szczęśliwa w cholerę. Cały dzisiejszy zmulony dzień stał się pełen życia.
- Tak, pamiętam - odpowiedziałam mniej pewnym głosem.
- Jest impreza, przyjeżdżasz? 
- Ale gdzie? I kto tam w ogóle będzie?- zapytałam zaskoczona. "On chce mnie zaprosić na imprezę!"- pomyślałam.
- Jestem w klubie z moimi kumplami z Portland. 
- Oh, okej.
- To jak?
- Okej, ale to za jakiś czas, gdzie to jest?
- Namiary wyślę Ci w wiadomości. Do zobaczenia. - odpowiedział.
- Ok, do zobaczenia. - odparłam.
Co ja właśnie zrobiłam? Przecież rodzice mi nie pozowlą nigdzie iść. Chyba, że powiem, że chcę iść spać do jednej z dziewczyn. Postanowiłam że tak zrobię więc zeszłam na dół i zaczęłam rozmowę z mamą. 
- Mamo, mogłabym dzisiaj pójść spać do Amandy? Nudzi nam sie w domu, a chciałyśmy pobyć razem.
- No dobrze.
- Dziękuje. - powiedziałam z radością i ją przytuliłam.
Gdy dostałam zgodę, ruszyłam do pokoju wybierając ubrania. Zdecydowałam się na jasne jeansowe rurki, czarny top, naszyjnik z różowymi i złotymi elementami oraz czarne buty na nie za dużym obcasie. Gdy to ustaliłam zabrałam się za prostowanie włosów i lekki makijaż. Starałam się zrobić to szybko aby Justin nie musiał zbyt długo czekać. W oczekiwaniu na nagrzanie sie prostownicy szybko napisałam do Amandy aby mnie kryła, i w razie czego mówiła, że u niej spałam. Dziewczyna była zdziwiona i pytała po co, więc napisałam jej całą prawdę. Przyjaciółka sie zgodziła i cieszyła sie z całej sytuacji, tak jak ja. Gdy byłam już wyszykowana, spakowałam do torebki klucze, telefon i troche gotówki. Zadzwoniłam po taksówkę i znów zeszłam na dół. Starałam się tak przejść by mama nie zauważyła, że się tak wyszykowałam więc wcześniej ubrałam płaszcz. Nie zwróciła na mnie większej uwagi więc byłam spokojna. Ubrałam buty, pożegnałam i skierowałam się w stronę taksówki. 
Przez całą jazdę samochodem byłam zestresowana i poddenerwowana. Głupia się zgodziłam nie wiedząc co mnie czeka. Przecież go nie znałam, a on mnie zaprosił do klubu. W końcu taksówka sie zatrzymała. Moje poddenerwowanie wzrosło chyba do maximum. Zapłaciłam i wyszłam z pojazdu kierując się do budynku. Przed wejściem było dużo ludzi."Jak niby miałabym się tam dostać? A poza tym jestem niepełnoletnia."-pomyślałam. "Brawo za inteligencje"- odezwał się głos w głowie. Nie no, rewelacja. Chętnie napisałabym w tej chwili do Justina lecz nie miałam kasy na koncie. Postanowiłam, że poproszę kogoś o pożyczenie telefonu abym mogła do niego zadzwonić. 
- Przepraszam, czy mogłabym pożyczyć na chwile telefon? Potrzebuje skontaktować się ze znajomym a nie mam pieniędzy na koncie. - zapytałam jakąś dziewczyne.
- Nie. - odpowiedziała. "No rewelacja, w ogóle kto tak odpowiada, chyba zawsze sie daje jak jest taka możliwość." Postanowiłam poprosić tym razem jakiegoś faceta. Podeszłam do wysokiego, ciemno włosego chłopaka, który palił papierosa. Gdy stanęłam obok niego popatrzył się na mnie najpierw z zaskoczoną miną, a potem wydawał się jakby zadowolony.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mogę pożyczyć twój telefon by skontaktować się ze znajomym? Niestety nie mam już pieniędzy na koncie. - odezwałam się.
- Spoko, nie ma sprawy. - Po tych słowach podał mi swojego IPhona.
Wyszukałam numer Justina u siebie, a potem przepisałam go na drugim telefonie. Co mnie zdziwiło, chłopak z papierosem miał już zapisany ten numer pod nazwą "Mój kutas ❤️". Co do... To gejowskie. 
- Czy znasz Justina Biebera? Bo masz zapisany jego numer a to właśnie do niego miałam dzwonić.- powiedziałam zdziwiona.
- No jasne, to mój kumpel. Czekaj, ty jesteś tą Kate ze szkoły? 
- Najwyraźniej. Miałam tu przyjść ale nie mam jak sie dostać. Możesz mi pomóc.
- No spoko, chodźmy. - chłopak ugasił papierosa i przyciągnął do siebie. Byłam lekko zaskoczona, ale nie protestowałam. 
- A ty jak masz na imie?- postanowiłam zapytać.
- Jake- odpowiedział z uśmiechem. "Czy inni znajomi Justina też są tacy przystojni? Wszyscy sie dobrali."- pomyślałam. Ochroniarz nas zatrzymał jednak Jake coś pokazał i zostaliśmy wpuszczeni.

W pomieszczeniu było mega głośno. Grała muzyka, wszędzie było pełno ludzi oraz alkoholu. Nawet mi się to spodobało, zawsze chciałam być w takim miejscu, tyle, że z kimś kogo dobrze znam i będę się czuła bezpiecznie. A z Justinem? Skąd miałam wiedzieć jak sie zachowuje i jaki jest? Mimo to zgodziłam się przyjechać, dlatego, że bardzo mi się spodobał, a drugiej takiej okazji może nie być. Chłopak prowadził mnie gdzieś po schodach, co potem sie okazało miejscem VIP. Był to stolik, a wokół niego duża kanapa, na której siedzieli trzej chłopacy, w tym Justin, który był pijany. Wtedy pożałowałam swojego przyjazdu tutaj, bo co niby miałam robić z nim pijanym? Gdy stanęliśmy przy stoliku, a dokładniej Jake usiadł a ja stałam "pan upity" zwrócił na mnie uwage, tak samo jak jego koledzy. Pomachałam do nich lekko, a każdy pokolei wstał i sie ze mną przywitał. Pierwszy był David, jasny blondyn, jak każdy na tej kanapie oprócz Jake'a. Wymieniłam sie z nim uściskiem dłoni, podobnie jak z Jasonem. Gdy miałam sie przywitać z Justinem, on gdzieś zniknął. Noo, fajnie. Usiadłam na kanapie obok chłopaków a dokładniej siedziałam obok Davida. Przynajmniej oni nie byli spici i dało się porozmawiać. Dowiedziałam się, że David ma dziewczyne, że Jason chodzi do collegu, a Jake planuje przeprowadzić się do Seattle, wydawali się bardzo miłymi osobami, jednak Jason był mniej otwarty od reszty.
- A gdzie Justin? - postanowiłam zapytać.
- Może poszedł poszukać jakiejś laski- odpowiedział Jake ze śmiechem. W tej chwili byłam smutna i wkurzona. Dlaczego on chciał bym tutaj przyszła? Nie ma go gdy jestem, to po cholerę do mnie dzwonił? To była beznadziejna sytuacja. Miałam sie spotkać raczej z nim a nie z jego kumplami. Najzwyczajniej mnie olał, a tego nie nawidzę. Wstałam poddenerwowana, pożegnałam się, i skierowałam w stronę wyjścia. Nie chciałam zostać tu ani chwili dłużej. Nagle, przy barze zobaczyłam Justina z jakąś dziewczyną. Wtedy poziom mojego zdenerwowania podniósł się ze 100 do 1000. Pod wpływem impulsu skierowałam się w jego stronę. Chłopak wraz z dziewczyną sie z czegoś śmiali, no cóż, zaraz nie miało mu być do śmiechu. Gdy Justin chciał już coś powiedzieć do swojej "koleżanki", ja już byłam obok i to ja zabrałam głos.
- Oh, cześć Justin. Wydaje mi się, że to po mnie dzisiaj dzwoniłeś a nie po nią. - ostatnie słowa wypowiedziałam z jadem, patrząc się na dziewczyne, która miała wtedy zdezorientowaną minę i była chyba też wkurzona, że nie tylko jej towarzystwa chciał chłopak. Justin popatrzył na mnie jakby mnie nie poznając, dopiero jak skończyłam mówić jakby oprzytomniał, co było w ogóle dziwne bo był nawalony w trzy dupy. 
- Kate. - powiedział troche nie wyraźnie i ze zdenerwowaniem. Czemu to on niby miał być zdenerwowany? To ja tutaj przyjechałam na próżno. I nagle dostałam olśnienia. Prawdopodobnie już przeze mnie stracił laske na jedną noc, a raczej na jeden numerek. Obrzydliwe. - Co tutaj robisz?- a to idiotyczne pytanie. Gdy sie o to zapytał parsknęłam śmiechem.
- Co ja tutaj robie? Zadzwoniłeś do mnie z zaproszeniem bym do ciebie przyjechała tutaj, po czym przyjeżdżam i gadam z twoimi kumplami bo ty postanawiasz zniknąć- odpowiedziałam wkurzona.
- Może już nie chciałem twojego towarzystwa. - odpyskował. Ał, to zabolało, ale nie mogłam tego okazać. Co za chuj. Jak tak można było powiedzieć?
- No cóż, już nigdy nie zamierzam być "twoim towarzystwem". - po tych słowach odeszłam i opuściłam budynek. Jak wyszłam, moje ciało zderzyło sie z zimnym powietrzem i dostałam gęsiej skórki. Szybko ubrałam płaszcz i zaczęłam iść ulicą. Zerknęłam na telefon i okazało się, że jest 23:00. Co ja miałam wtedy ze sobą zrobić? Nie byłam przecież pewna czy moi rodzice już śpią by wkraść się do domu. "Zajebiście"- pomyślałam. Zobaczyłam do portfela ile miałam pieniędzy by pojechać taksówką i na szczęście jeszcze troche zostało. Na ulicy było ciemno więc szybko kierowałam się w oświetlone miejsce, jest bardzo niebezpiecznie, więc nie chciałam się jeszcze bardziej narażać. Szybko wezwałam pierwszą taksówkę, wsiadłam i podałam adres. Gdy byłam bezpieczna, zachciało mi się płakać przez tę sytuację. Gdyby nie on, nie miałabym mętliku w głowie, leżałabym w łóżku oglądając filmy a nie siedziała w taksówce, która miała mnie zaweść do domu. Nie miałam siły nawet o tym myśleć. Miałam ochotę się położyć i zasnąć w domu. Byłam zmęczona tym wieczorem, a to wszystko przez pana Biebera. Ciekawe jak będzie się zachowywał w szkole. Czy on w ogóle będzie pamiętał co zrobił i powiedział? Po parenastu minutach byłam pod domem. Zapłaciłam i podziękowałam, a następnie wysiadłam. Zobaczyłam, że nie palą się żadne światła w domu więc miałam nadzieje, że rodzice śpią. Cicho podeszłam do drzwi i wyciągnęłam klucze z torebki i powoli otworzyłam zamek. Gdy już "wykonałam" to zadanie, weszłam do środka, nie zapalając świateł. Po cichu ściągnęłam buty i skierowałam się do własnego pokoju. Gdy już byłam na górze zauważyłam świecącą się lampkę w pokoju rodziców. Szybko zwiałam do łazienki, aby zmyć makijaż i ściągnąć ubrania. Gdy to zrobiłam ogarnęłam, że mam zrobione włosy, więc związałam je szybko gumką, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Gdy wychodziłam, przed łazienką stała mama z lampą i tata. 
- Boże Kate, co ty tutaj robisz?! - zapytała zdenerwowana mama.
- Przepraszam że o tej godzinie wracam ale okazało się że Amanda jedzie jutro rano gdzieś do rodziny więc nie mogłam za bardzo u niej spać a jej rodzice mnie odwieźli pod dom.
- Wiesz co, trzeba było zadzwonić i nas o tym poinformować, a nie skradać się jak jakiś złodziej. - odezwał się tata.
- No przepraszam, nie chciałam was obudzić, nie sądziłam, że nie śpicie.
- No dobrze, ale żeby takie sytuacje się nie powtarzały. Najpierw masz się upewnić czy możesz u kogoś nocować i nas informować o wszelkich zmianach. - powiedziała mama.
- Dobrze. - odrzekłam zmęczona rozmową.- Jestem już bardzo zmęczona i śpiąca, więc już pójdę spać, ok? 
- Okej.- odpowiedziała mama.
- Dobranoc -  i skierowałam się do pokoju.
- Dobranoc- powiedzieli rodzice.
"Uff, na szczęście dobrze sie skończyło. Nie mam żadnego szlabanu czy coś, uwierzyli mi." Szybko przebrałam się w piżamę bo naprawdę byłam zmęczona dzisiejszym dniem i położyłam się do łóżka. Nie miałam nawet sił myśleć o Justinie. "Tę sprawę przeznaczę sobie na jutro, albo zostawię i nic nie zrobię." Widocznie ta osoba nie zasługiwała na moje zainteresowanie skoro tak sie zachowuje. Po chwili zasnęłam i odpłynęłam do krainy snów.

----------------------------------
czytasz=komentujesz

Przepraszam bardzo za taką długą przerwę, zwłaszcza, że dopiero zaczynam. Mam nadzieję, że nie jesteście bardzo źli o to i z chęcią przeczytaliście rozdział i go skomentujcie, jak wam sie podobał. Nie wiem co ile będę wstawiać, zależy od humoru i chęci. Info moge zamieszczać na Twitterze. Do kolejnego! 😃

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 2


Kate's POV
- Witamy, jak wytłumaczysz nam swoje spóźnienie?- powiedziała pani Johnson.
- Autobus się zepsuł, musiałam iść pieszo. Bardzo przepraszam za spóźnienie - po tych słowach skierowałam się do swojej ławki. Okazało się że zostało 20 minut lekcji. 
- Serio autobus się zepsuł? - szepnęła do mnie Christie. Nie dziwie się jej pytania, najczęściej coś zmyślam.
- Tak - odpowiedziałam. Christie parsknęła śmiechem i wróciła do słuchania pani Johnson.
Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy wyszli z klasy. Razem z przyjaciółką skierowałyśmy się do szafek po książki na następną lekcję. 
- Christie, wiesz coś może o jakimś nowej osobie w naszej szkole? - powiedziałam gdy byłyśmy przy szafce.
- Nie, a co?
- Jak byłam na przystanku to jechał autem taki przystojny chłopak, a potem te auto widziałam przed naszą szkołą- szybko odpowiedziałam.
- Uuuu... Widzę że jesteś nim zainteresowana. Jak wygląda?
- Blond włosy, takie jasne, wyglądają na farbowane. Jaśniejsza karnacja. Tylko tyle Ci mogę powiedzieć, widziałam go przez chwilę - Christie chwile się zamyśliła, po czym odparła.
- Popytam się ludzi, oczywiście, żeby nie wyczaili że to ty go chcesz - przy tych słowach zachichotała.
- No ja myślę - również zachichotałam. 
- A z czego się tak śmiejecie?- powiedziała podchodząc do nas Amanda. Przytuliłyśmy się na powitanie i wszystko jej opowiedziałam.
- Może Mike będzie wiedział - powiedziała Amanda.
- Oby - odparłam i skierowałyśmy się pod klasę. Wtedy moje serce się zatrzymało. To był on. Szybko szepnęłam do przyjaciółek:
- Boże to on. 
Obróciły głowy w jego stronę i wciągnęły powietrze. Po tym mogłam stwierdzić, że one też uważają, że jest przystojny i to bardzo.
- No, no, gust to ty masz dziewczyno- powiedziała Christie.
- Muszę go poznać, muszę. Tylko jak? 
- Trzeba się o nim więcej dowiedzieć, może będziesz miała okazję gdzieś go spotkać - odparła Amanda.
Gdy tak rozmawiałyśmy Justin obrócił w naszą stronę głowę, a ja ponownie zamarłam. Delikatnie się uśmiechnął, a ja już zmiękłam. Chwile zatrzymał na mnie swój wzrok, następnie odwrócił się chyba do swojego kolegi, a ja jestem pewna że byłam cała czerwona. Jęknęłam w myślach, że tak na niego reaguję. Ale... Zwrócił na mnie uwagę! Chociaż tyle. Trzeba będzie się bardziej postarać.

Justin's POV 

Kolejna , zasrana szkoła. Przynajmniej poznałem dwóch chłopaków, którzy są nawet spoko - Cody i Peter. Wiem, że będę tęsknić za kumplami, ale Jake być może tez sie tu przeprowadzi by pójść do college'u jak skończy szkołę. Tyle dobrego. Gdy stałem na korytarzu czekając na lekcje, zdawało mi się, że ktoś się na mnie patrzył. Kurwa, mam się obrócić czy nie? W końcu wybrałem tą pierwszą opcje. Były to trzy dziewczyny. Jedna, która stała w środku była z nich najseksowniejsza. Miała brązowe włosy, była wysoka i szczupła. Gdy na nie popatrzyłem od razu przestały rozmawiać, tak jakby gadały o mnie. Raczej na pewno o mnie. Po krótkiej chwili uśmiechnąłem się do nich, patrząc w oczy tej "najseksowniejszej", a ona sie zarumieniła. No, no, mam na ciebie pewien wpływ. Obróciłem się w kierunku Petera który do mnie podszedł. Zaczął mi o czymś opowiadać lecz go zbytnio nie słuchałem. Minęło pare dni od ostatniego seksu z...? Nie pamiętam jej imienia. Jedna noc, w klubie, gdy poszedłem tam z Jakiem, zanim się przeprowadziłem. On też wyrwał jakąś laske. Ciekawe jak by było z tą tutaj. Może się poznamy? Zaśmiałem się w myślach. Pewnie będzie chciała czegoś więcej. Nie ma mowy maleńka, no chyba że będziesz dobra w łóżku, to pobawię się tobą dłużej. 
- Ej, wiesz jak ma na imię ta dziewczyna, brązowe włosy tam z tyłu gada z dwoma innymi laskami?- zapytałem Petera.
- Mówisz o Kate? To szkolna cheerleaderka. Zainteresowała Cię, co? Jest wolna, twoje szczęście - przy tych słowach się zaśmiał. 
- Dzięki stary- i klepnąłem go w ramię.
- Spoko, nie ma sprawy, a właśnie, myślałeś o dołączeniu do szkolnej drużyny koszykówki? Jeśli jesteś dobry to mógłbyś spróbować. No wiesz, szalejące laski na trybunach, drużyna cheerleaderek, wszystkie twoje- znów się zaśmiał. Hmmm... Może to nie byłoby złe? Lubie grać w kosza, a argument Petera jest dobry, jeszcze to przemyślę. 
- Zobaczymy- po tych słowach zadzwonił dzwonek. Gdy obróciłem się jeszcze raz w tamto miejsce, ich już nie było, a szkoda, i wszedłem do klasy. Z resztą, co się ze mną stało? Czemu miałbym myśleć o tej dziewczynie skoro w klubie jest dużo równie fajnych lasek? 

Kate's POV

Lekcja angielskiego przebiegła spokojnie, zresztą jak zazwyczaj. Starałam się o nim nie myśleć, no bo kurde, nie może siedzieć w mojej głowie. Jak wyszliśmy z klasy, razem z Chalsey i Christie podeszłyśmy po Amandę i wszystkie skierowałyśmy się do toalety. 
- Ej, widziałam że gadałyście na przerwie, a ja musiałam rozmawiać z panem Petersonem. O czym tak plotkowałyście? Wyglądało jakby było to coś ważnego. - powiedziała Chalsey.
Rozejrzałam się po toalecie czy nikogo nie ma, sprawdziłam również kabiny, pusto. Stwierdziłam że jest bezpieczne i mogę wszystko opowiedzieć przyjaciółce.
- No bo jest taki nowy chłopak w szkole, włosy jasny blond, wygląda na starszego. Zauważyłam go na przystanku, on jechał czarnym, sportowym autem, które potem zauważyłam na parkingu szkolnym, a na przerwie tak jakby przyłapał mnie, Christie i Amandę, jak o nim rozmawiałyśmy i sie do mnie uśmiechnął. Ogólnie to chcę go poznać.
Chalsey się zamyśliła, po czym odpowiedziała:
- Hmmm... No to mamy zadanie na najbliższy czas. Wiesz chociaż jak się nazywa? 
- Yyy, nie.
- Tak też myślałam.- powiedziała to z rozbawieniem.- Może podczas rozmowy z nauczycielem o konkursie czy czymś innym podpytam o niego, może uda ci się mi go pokazać na przerwie na lunch.
- Okej, a teraz chodźmy.- i wyszłyśmy z łazienki. 
Chodząc korytarzami naszej szkoły musiałyśmy się rozdzielić, więc Amanda poszła pod swoją klasę, a my pod naszą. Przypomniałam sobie, że nie wzięłam śniadania z domu, więc zapytałam się dziewczyn czy pójdą ze mną do sklepiku. Niestety, są one takimi leniami, że się nie zgodziły. Sama, jak palec, poszłam kupić sobie jedzenie i picie. Nie wiadomo skąd wyszedł Cody. To mój kolega, znamy się dlatego, że jest w szkolnej drużynie, a ja "dla niego tańczę". Przytulił mnie na powitanie i przy tym pocałował w policzek. Dziwne, nigdy tak nie robił, czyżby chciał się do mnie zbliżyć? "Nie wyolbrzymiaj wszystkiego jak swoja matka, to tylko miły gest"- pojawił się głos w mojej głowie.
- Hej - powiedziałam odwzajemniając uścisk.
- Cześć - mruknął. Wow, to było dosyć seksowne. "Halo, dziewczyno, co z tamtym blondynem?!" - i znów ten głos. Ale to przecież tylko kolega...
- Idziesz ze mną do sklepiku? Nie mam śniadania.
- No spoko - taaak! Nie muszę iść sama. I zaczęliśmy iść. 
- Co dzisiaj robisz? - zapytał Cody.
- Hmmm... Dzisiaj mamy czwartek, to po szkole mam trening, ty zresztą też, a potem do domu i lekcje.
- A dałabyś radę wyjść dzisiaj do kina? Grają fajny film, komedia, myślę, że by Ci się spodobał. Co ty na to? - o kurwa, że na randkę? A może po prostu chce po przyjacielsku? Nigdy nie myślałam o nim jako moim potencjalnym chłopaku. 
- Jeśli nie przeciążą nas dzisiaj lekcjami to dobrze.- przy tych słowach się uśmiechnęłam, a on odwzajemnił uśmiech. 
Po chwili znaleźliśmy się przy sklepiku, kupiłam to co potrzebowałam i zawróciliśmy.
- Cody, kiedy jest najbliższy mecz?
- We wtorek, a co? 
- Nic, po prostu chciałam wiedzieć. 
- Ok, spoko. O siema.- jakie siema? Obróciłam się do niego a on przywitał się z jakimś kolesiem, do którego były skierowane te słowa. Zaraz, zaraz. To ON! Dobra wkraczam do akcji. Podeszłam do nich i stwierdziłam że teraz mam okazję go poznać. Gdy Cody i ON rozmawiali, ON zwrócił swoją uwagę na mnie. Cody też na mnie popatrzył po czym nas sobie przedstawił.
- Umm.. Justin to jest Kate, Kate to jest Justin. - a więc tak masz na imię. Justin wyciągnął do mnie rękę na powitanie, przy czym się lekko uśmiechnął. Zrobiłam to samo, tyle, że ja dodatkowo byłam zarumieniona, na sto procent. Typowe.
- Jesteś nowy w naszej szkole?- stwierdziłam, że się odezwę.
- Tak, nie dawno przeprowadziłem się z Portland do Seattle. 
- To skąd znasz Codiego?-  zapytałam ze zdziwieniem.
- Chodzimy razem do klasy. 
- Aaa okej. - i rozległ się dzwonek. Miałam trochę daleko do klasy więc musiałam się z nimi szybko pożegnać. Przytuliłam Codiego a gdy chciałam pomachać ręką do Justina, on mnie przytulił. Wow wow wow. Szepnął mi ciche "do zobaczenia" i odsunął się ode mnie, znów z tym swoim pięknym uśmiechem. Zaczęłam więc iść do klasy. Na moje szczęście nie spóźniłam się, bo nauczycielka przyszła później.
- Co tak długo?- zapytała Chalsey z obok stojącą Christie.
- A więc idąc do sklepiku spotkałam Codiego, przytulił mnie i pocałował w policzek, umówiliśmy się tak jakby do kina, poznałam Justina czyli tego nowego bo chodzi do klasy właśnie z Codym. Przytulił mnie na pożegnanie i szepnął do zobaczenia.- odpowiedziałam. Obie dziewczyny stały przede mną z zaskoczeniem i podziwem wymalowanym na twarzy. 
- Boże, szybka jesteś.- odparła Christie.- To już go poznałaś, ale co do Codiego to coś się święci. Na pewno mu się podobasz. Zresztą Justinowi chyba także
- Nie wiem, może, co do Justina to bardzo bym chciała.
Na szczęście nie zadali nam dużo, więc dzień po szkole i treningu z dziewczynami nie był zawalony lekcjami do odrobienia. Z tej okazji, że cheerleaderki i piłkarze mają treningi obok siebie, znów zobaczyłam Codiego. Ku memu zdziwieniu był tam też Justin. Rozmawiał z trenerem po czym wziął od jednego z chłopaków piłkę i zaczął rzucać do kosza oraz wykonywać wsady. Następnie brał udział w krótkim meczu pomiędzy piłkarzami z drużyny. Cały czas się mu przyglądałam, jeśli tylko miałam do tego okazję. Wyglądało to trochę jakby miał zdawać czy będzie w drużynie. Okazało się, że tak było o czym poinformowała mnie później Amanda. Dowiedziałam się również, że się dostał, co oznaczało, regularne widywanie się z nim. No, tak jakby. Po treningu, przed szkołą złapał mnie Cody. Poinformował że seans jest o 18:00 i czy będzie mi ta godzina odpowiadała. Odparłam, że tak, w razie czego zadzwonię. Umówiliśmy się, że przyjedzie po mnie o 17:30. Nie czułam żadnych motyli w brzuchu gdy rozmawialiśmy, a tak powinno być gdyby mi się podobał, co nie? Chyba tak... Gdy skończyliśmy obgadywać tę kwestię podszedł do nas Peter. Przywitał się z nami i sie odezwał.
- No proszę, będziemy mieli kolejną pare?- powiedział ze śmiechem.
- Umm, my jedynie rozmawiamy...- odrzekłam.
- Nie czepiaj się - fuknął Cody.
- Okej, okej, nic nie mówię.
Zdałam sobie sprawę że jeśli mam iść do kina to muszę za chwilę być w domu, obiad i lekcje do odrobienia. 
- Słuchajcie, ja już muszę iść. Do zobaczenia.- pomachałam im na pożegnanie i szybko odeszłam. Cody wyglądał tak jakby chciał mnie przytulić, no cóż, życie. Udałam się na przystanek i parę minut czekałam na autobus. Gdy znalazłam się w domu, poczułam aromat obiadu i zrobiłam się głodna. Jak to moja mama zaczęła mi wypominać moje zachowanie. Przeprosiłam ją, starając się złagodzić sytuację i pochwaliłam jej dzisiejszy wygląd. Rozmowa nie mogła być o szkole. To nie był ani nigdy nie będzie dobry temat. Zazwyczaj kończy sie sprzeczkami. Gdy zjadłam, skierowałam się do swojego pokoju i rzuciłam na łóżko. Zerknęłam na zegarek który pokazywał że mam 1,5h do przyjazdu kolegi. Zabrałam się do lekcji i po pół godziny czasu miałam odrobione. Została mi więc godzina, postanowiłam że przygotuję się do wyjścia. Gdy już byłam gotowa Cody napisał mi SMS, abym podała mu dokładny adres. Tak też zrobiłam. Po 10 min od wiadomości usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam torebkę i zeszłam na dół. Wiedząc, że na dworze jest zimno wpuściłam go zanim ubrałam kurtke i buty. Przytulił mnie na powitanie i wręczył mi różę. Podziękowałam i znów go przytuliłam, a kwiat dałam do wazonu. Był to miły gest, który oznaczał dla mnie, że to miała być jednak randka. No, chyba. Moja mama podeszła do nas, chcąc zobaczyć kto przyszedł.
- Dobry wieczór, pani Butler.- powiedział Cody.
- Ah, dobry wieczór. Jak masz na imię?
- Cody. - odparł.
- Miło mi Cię poznać Cody, Kate nie mówiłaś, że gdzieś się wybierasz.
- Tak, wiem, zapomniałam, przepraszam mamo. Idziemy do kina. Mogę skoro Cody już tu jest?- odpowiedziałam.
- Tak, idź, nie wracaj za późno. Miłego oglądania filmu. 
- Dzięki, paaa. 
- Do widzenia.- powiedział chłopak.
- Papa i do widzenia - odparła mama.
Cody otworzył dla mnie drzwi do auta, gdy wsiedliśmy, ruszył. 
- Ładnie wyglądasz - odezwał się Cody.
- Dzięki - odparłam zarumieniona.
- Lekcje odrobione?- powiedział z lekkim dogryzieniem ale z uśmiechem. Nie umiem tego dokładnie ubrać w słowa. Wiecie chyba o co chodzi. 
- Tak, a twoje? - odpowiedziałam.
- Nie do końca. 
- Na jaki film jedziemy? 
- Love Rosie, może być? - odparł, jakby z lekkim stresem czy mi odpowiada.
- Tak, tak, chciałam na to iść. - powiedziałam z radością i lekkim podekscytowaniem.
Cody odetchnął z ulgą.
- Miałem taką nadzieję. - po tych słowach nastąpiła chwila ciszy.
- A właśnie, ile kosztuje bilet ulgowy?
- A dlaczego pytasz? - zapytał z lekkim zdziwieniem.
- Bo nie wiem ile będę musiała zapłacić?
- Przecież za Ciebie zapłacę, w końcu Cię zaprosiłem. - odpowiedział płynnie z lekkim uśmiechem.
- Ohhh... - z jednej strony chciałam żeby tak właśnie było, bo on mnie zaprosił, ale też dziwnie się trochę czułam, że wydawał na mnie pieniądze.
- Sądziłaś, że będziesz musiała płacić? - zapytał zdziwiony i jakby trochę ubawiony. Co go tak zdziwiło moje pytanie? Poczułam się lekko zakłopotana.
- Umm.. Tak, chyba właśnie tak myślałam. - odpowiedziałam nieśmiało, po czym spuściłam głowę, a włosy przysłoniły mi całą twarz.
- Heeeeej, czemu jesteś zawstydzona? - powiedział chłopak i uniósł mój podbródek w swoją stronę, patrząc się przy tym na mnie. Kiedy również się na niego popatrzyłam puścił mnie, ale wyczekiwał odpowiedzi.
- Patrz na drogę. - powiedziałam bardziej stanowczo, nie chciałam wypadku. Chłopak zwrócił swój wzrok na ulicę i jeżdżące przed nim samochody. Tak właśnie zakończyliśmy naszą rozmowę.

Po paru minutach Cody zaparkował na parkingu przed kinem. Chłopak wcześniej wyszedł z auta i otworzył mi drzwi abym mogła wysiąść. Co za dżentelmen, pomyślałam. Zaczęliśmy iść w stronę budynku. Gdy już byliśmy w środku, okazało się, że bardzo dużo osób czeka na ten film. Zauważyłam znajome twarze z mojej szkoły. Przeczuwam, że będą plotki o mnie i Codym.
- Chodźmy odnieść kurtki do szatni - powiedział chłopak. Skinęłam głową i poszliśmy, a następnie skierowaliśmy się po popcorn. Poprosiłam o karmelowy, gdy chciałam zapłacić Cody zrobił to za mnie. Znów poczułam się nie komfortowo. Gdy już dostaliśmy swoje jedzenie zaczęliśmy iść pod salę w której ma grać Love Rosie. Chłopak podał bilety i skierowaliśmy się na nasze miejsca. Okazało się, że zajął kanapę, co oznaczało, że będziemy siedzieć bliżej siebie. O 18:00 w pomieszczeniu zrobiło się ciemno i zaczęły się reklamy. Po paru minutach zaczął się film.

Wyszliśmy z sali, film mi się bardzo podobał, Codiemu również. Nie próbował niczego podczas oglądania, z czego się nawet cieszyłam, bo bym była pewnie spięta. Chodzi o to, że tak nagle wykazał swoje zainteresowanie mną. W drodze do szatni wymienialiśmy się wrażeniami po filmie. Gdy już się ubraliśmy poszliśmy w stronę samochodu. Najpierw otworzył mi drzwi, potem sam wsiadł. Jazda zajęła z dziesięć minut. W trakcie, poprosiłam go o włączenie radia, co zrobił. Akurat leciały fajne piosenki, to nie które sobie nuciłam, oczywiście nie za głośno by mojego śpiewu nie usłyszał Cody, swój wokal wolę zachować dla siebie. Gdy znaleźliśmy się przed moim domem chłopak zaparkował. Obróciłam głowę w jego stronę i się odezwałam:
- Dzięki za dzisiejszy wieczór, nie wiem jak mam się odwdzięczyć.
- Nie ma sprawy, ja też dziękuję, nie musisz nic robić. - odpowiedział. Po jego słowach odpięłam pasy.
- A więc do zobaczenia w szkole. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Tak, do zobaczenia. - również się uśmiechnął. Następnie wysiadłam z auta, zamknęłam drzwi i pomachałam mu na pożegnanie. Chłopak i odmachał i ruszył samochodem, a ja skierowałam się w stronę domu.

------------------------------------------------------

czytasz=komentujesz

No to jest drugi rozdział! Mam nadzieję, że wam się spodobał, baaaardzo proszę o komentarze, bo dzięki nim wiem dla kogo piszę i to właśnie one mnie motywują. Zachęcam również do obserwacji na twitterze @kornelia_7  będę tam dodawała informacje kiedy kolejny rozdział, a czasami umieszczę spojlery, jeśli będzie tylko więcej czytelników.

xoxo

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 1


- Kate, do szkoły - zaczęła budzić mnie moja mama. Jejku, jestem tak zmęczona, że nie mam siły aby wstać. - Wstawaj, nie będziesz się ciągle spóźniać!- powiedziała juz bardziej stanowczym głosem.
- Dobra, dobra, już wstaję- podniosłam się z łóżka i pokierowałam w stronę łazienki. Uszykowanie zajęło mi 20 min, wraz z uczesaniem włosów po czym podeszłam do szafy i wyciągnęłam ubrania. Już cała gotowa zeszłam na dół, przy czym oczywiście moja mama zaczęła narzekać:
- Jak zwykle dużo czasu spędzasz w łazience. Mogłabyś sie szykować krócej. Nie będę ci usprawiedliwiać spóźnień, pamiętaj - w głowie przewróciłam oczami, czy ona naprawdę myślała że daję wpisywać sobie spóźnienia? Zawsze mam jakaś wymówkę, to byłam u lekarza, to rozmawiałam z nauczycielem czy załatwiałam "ważna sprawę". Może byłam dobrą uczennica ale na pewno nie punktualną, co ma swoje minusy.
- Tak mamoo, pamietam i wiem. A teraz czy możesz mnie zawieść do szkoły? 
-Nie - czy ona kurwa oszalała?!
- Jak to nie? - powiedziałam z zaskoczeniem i lekką irytacją w głosie. 
- A od czego masz autobusy?- no nie...
- No ale zanim ten autobus przyjedzie, będę totalnie spóźniona - warknęłam.
- Jak sie odzywasz do matki? Trzeba było myślec o tym wczesniej zanim przesiedziałaś godzinę w łazience- i te jej wielkie wyolbrzymianie, to nie było nawet pół godziny! Jak ona mnie czasami potrafi wkurzyć.
- Eh... Niech ci będzie - spakowana podeszłam do drzwi i zdenerwowana wyszłam z domu. Nie lubie jeździć autobusami, często jest tłoczno. Gdy juz czekałam na przystanku, przejechało sportowe czarne auto. Nie znam się na nich ale sadze ze jest drogie. Kierowcą był chłopak, jak sądzę troche starszy ode mnie. Ale uwaga, uwaga! Był przystojny, baaardzo przystojny. Mimożze widziałam go tylko przez ułamek sekundy, mogłam to stwierdzić. Dostrzegłam jeszcze że miał włosy jasny blond, ale kolor nie wyglądał na naturalny. Naprawdę chciałabym go poznać. W myślach stwierdzam że to niemożliwe, no bo jak? Z tą ponurą myślą zauważyłam nadjeżdżający autobus, a w nim masa uczniów.
- Świetnie- mruknęłam do siebie i wsiadłam. Paru chłopaków przykuło do mnie swój wzrok. Wiem że jestem atrakcyjna no ale bez przesady, po prostu nie jestem brzydka, nie wyróżniam się z tłumu. W pewnej chwili autobus sie zatrzymuje, myśląc ze to moj przystanek, gotowa do wyjścia, zauważyłam że wszyscy się rozglądają na boki. Nagle kierowca autobusy wstał i wyjaśnił:
- Niestety nastąpiła awaria autobusu, resztę drogi musicie pokonać na pieszo - kolejny zajebisty moment. Z kompletnie spiętrzonym humorem, wysiadłam i zaczęłam iść. Dzięki Bogu miałam do pokonania nie długą drogę, zajęło mi to nie całe dziesięć minut, niektórzy mieli dwa razy dłużej.

Gdy już byłam przy szkole, zauważyłam na parkingu auto. Te auto! To chyba niemożliwe - od razu pomyślałam. A jednak! To było takie niesamowite szczęście, musze go poznać i dowiedzieć się kim on jest. Nie odpuszczę go sobie. Skoro go wczesniej nie widziałam to musi być nowy- w mojej głowie pojawiła sie ta myśl. A może ma dziewczyne? Jest tak przystojny że musi mieć - zaczęłam się nad tym zastanawiać i stwierdziłam, że tak i tak spróbuję. A co mi szkodzi?- z tym postanowieniem weszłam do szkoły i skierowałam się pod moją klasę. 

---------------------------------
I mam pierwszy rozdział! Wiem, że bardzo krótki, piszę to na notatkach w telefonie więc po skończeniu i opublikowaniu widzę jak długi jest. Z każdym rozdziałem będę się starać by były one coraz dłuższe :) Mam nadzieję, że spodoba wam się moje opowiadanie i że będę miała je dla kogo pisać, dlatego bardzo was proszę o KOMENTARZE ponieważ są one wielką motywacją ;) Do kolejnego rozdziału ! 

wtorek, 23 grudnia 2014

Prolog


Jeden dzień, w którym postanowiła że go pozna i się do niego zbliży. Jeden dzień, który zadecydował o zmianie jej dotychczasowego życia. Chciała się zakochać, chciała znaleźć tego jedynego. Jak potoczą się sprawy między Kate a Justinem? Czy dziewczynie uda się osiągnąć swój cel, a co najważniejsze, czy się zakocha? A co z Bieberem? Chłopak zniewalająco przystojny, który nie dawno się przeprowadził, nie interesują go związki, lubiący imprezować. Czy ulegnie szkolnej cheerleaderce?

-------------------------------------------

- Cześć, piękna.
- Hej - odparła lekko zdenerwowanym głosem.
- Może pójdziemy w bardziej ciche miejsce?