Kate's POV
- Witamy, jak wytłumaczysz nam swoje spóźnienie?- powiedziała pani Johnson.
- Autobus się zepsuł, musiałam iść pieszo. Bardzo przepraszam za spóźnienie - po tych słowach skierowałam się do swojej ławki. Okazało się że zostało 20 minut lekcji.
- Serio autobus się zepsuł? - szepnęła do mnie Christie. Nie dziwie się jej pytania, najczęściej coś zmyślam.
- Tak - odpowiedziałam. Christie parsknęła śmiechem i wróciła do słuchania pani Johnson.
Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy wyszli z klasy. Razem z przyjaciółką skierowałyśmy się do szafek po książki na następną lekcję.
- Christie, wiesz coś może o jakimś nowej osobie w naszej szkole? - powiedziałam gdy byłyśmy przy szafce.
- Nie, a co?
- Jak byłam na przystanku to jechał autem taki przystojny chłopak, a potem te auto widziałam przed naszą szkołą- szybko odpowiedziałam.
- Uuuu... Widzę że jesteś nim zainteresowana. Jak wygląda?
- Blond włosy, takie jasne, wyglądają na farbowane. Jaśniejsza karnacja. Tylko tyle Ci mogę powiedzieć, widziałam go przez chwilę - Christie chwile się zamyśliła, po czym odparła.
- Popytam się ludzi, oczywiście, żeby nie wyczaili że to ty go chcesz - przy tych słowach zachichotała.
- No ja myślę - również zachichotałam.
- A z czego się tak śmiejecie?- powiedziała podchodząc do nas Amanda. Przytuliłyśmy się na powitanie i wszystko jej opowiedziałam.
- Może Mike będzie wiedział - powiedziała Amanda.
- Oby - odparłam i skierowałyśmy się pod klasę. Wtedy moje serce się zatrzymało. To był on. Szybko szepnęłam do przyjaciółek:
- Boże to on.
Obróciły głowy w jego stronę i wciągnęły powietrze. Po tym mogłam stwierdzić, że one też uważają, że jest przystojny i to bardzo.
- No, no, gust to ty masz dziewczyno- powiedziała Christie.
- Muszę go poznać, muszę. Tylko jak?
- Trzeba się o nim więcej dowiedzieć, może będziesz miała okazję gdzieś go spotkać - odparła Amanda.
Gdy tak rozmawiałyśmy Justin obrócił w naszą stronę głowę, a ja ponownie zamarłam. Delikatnie się uśmiechnął, a ja już zmiękłam. Chwile zatrzymał na mnie swój wzrok, następnie odwrócił się chyba do swojego kolegi, a ja jestem pewna że byłam cała czerwona. Jęknęłam w myślach, że tak na niego reaguję. Ale... Zwrócił na mnie uwagę! Chociaż tyle. Trzeba będzie się bardziej postarać.
Justin's POV
Kolejna , zasrana szkoła. Przynajmniej poznałem dwóch chłopaków, którzy są nawet spoko - Cody i Peter. Wiem, że będę tęsknić za kumplami, ale Jake być może tez sie tu przeprowadzi by pójść do college'u jak skończy szkołę. Tyle dobrego. Gdy stałem na korytarzu czekając na lekcje, zdawało mi się, że ktoś się na mnie patrzył. Kurwa, mam się obrócić czy nie? W końcu wybrałem tą pierwszą opcje. Były to trzy dziewczyny. Jedna, która stała w środku była z nich najseksowniejsza. Miała brązowe włosy, była wysoka i szczupła. Gdy na nie popatrzyłem od razu przestały rozmawiać, tak jakby gadały o mnie. Raczej na pewno o mnie. Po krótkiej chwili uśmiechnąłem się do nich, patrząc w oczy tej "najseksowniejszej", a ona sie zarumieniła. No, no, mam na ciebie pewien wpływ. Obróciłem się w kierunku Petera który do mnie podszedł. Zaczął mi o czymś opowiadać lecz go zbytnio nie słuchałem. Minęło pare dni od ostatniego seksu z...? Nie pamiętam jej imienia. Jedna noc, w klubie, gdy poszedłem tam z Jakiem, zanim się przeprowadziłem. On też wyrwał jakąś laske. Ciekawe jak by było z tą tutaj. Może się poznamy? Zaśmiałem się w myślach. Pewnie będzie chciała czegoś więcej. Nie ma mowy maleńka, no chyba że będziesz dobra w łóżku, to pobawię się tobą dłużej.
- Ej, wiesz jak ma na imię ta dziewczyna, brązowe włosy tam z tyłu gada z dwoma innymi laskami?- zapytałem Petera.
- Mówisz o Kate? To szkolna cheerleaderka. Zainteresowała Cię, co? Jest wolna, twoje szczęście - przy tych słowach się zaśmiał.
- Dzięki stary- i klepnąłem go w ramię.
- Spoko, nie ma sprawy, a właśnie, myślałeś o dołączeniu do szkolnej drużyny koszykówki? Jeśli jesteś dobry to mógłbyś spróbować. No wiesz, szalejące laski na trybunach, drużyna cheerleaderek, wszystkie twoje- znów się zaśmiał. Hmmm... Może to nie byłoby złe? Lubie grać w kosza, a argument Petera jest dobry, jeszcze to przemyślę.
- Zobaczymy- po tych słowach zadzwonił dzwonek. Gdy obróciłem się jeszcze raz w tamto miejsce, ich już nie było, a szkoda, i wszedłem do klasy. Z resztą, co się ze mną stało? Czemu miałbym myśleć o tej dziewczynie skoro w klubie jest dużo równie fajnych lasek?
Kate's POV
Lekcja angielskiego przebiegła spokojnie, zresztą jak zazwyczaj. Starałam się o nim nie myśleć, no bo kurde, nie może siedzieć w mojej głowie. Jak wyszliśmy z klasy, razem z Chalsey i Christie podeszłyśmy po Amandę i wszystkie skierowałyśmy się do toalety.
- Ej, widziałam że gadałyście na przerwie, a ja musiałam rozmawiać z panem Petersonem. O czym tak plotkowałyście? Wyglądało jakby było to coś ważnego. - powiedziała Chalsey.
Rozejrzałam się po toalecie czy nikogo nie ma, sprawdziłam również kabiny, pusto. Stwierdziłam że jest bezpieczne i mogę wszystko opowiedzieć przyjaciółce.
- No bo jest taki nowy chłopak w szkole, włosy jasny blond, wygląda na starszego. Zauważyłam go na przystanku, on jechał czarnym, sportowym autem, które potem zauważyłam na parkingu szkolnym, a na przerwie tak jakby przyłapał mnie, Christie i Amandę, jak o nim rozmawiałyśmy i sie do mnie uśmiechnął. Ogólnie to chcę go poznać.
Chalsey się zamyśliła, po czym odpowiedziała:
- Hmmm... No to mamy zadanie na najbliższy czas. Wiesz chociaż jak się nazywa?
- Yyy, nie.
- Tak też myślałam.- powiedziała to z rozbawieniem.- Może podczas rozmowy z nauczycielem o konkursie czy czymś innym podpytam o niego, może uda ci się mi go pokazać na przerwie na lunch.
- Okej, a teraz chodźmy.- i wyszłyśmy z łazienki.
Chodząc korytarzami naszej szkoły musiałyśmy się rozdzielić, więc Amanda poszła pod swoją klasę, a my pod naszą. Przypomniałam sobie, że nie wzięłam śniadania z domu, więc zapytałam się dziewczyn czy pójdą ze mną do sklepiku. Niestety, są one takimi leniami, że się nie zgodziły. Sama, jak palec, poszłam kupić sobie jedzenie i picie. Nie wiadomo skąd wyszedł Cody. To mój kolega, znamy się dlatego, że jest w szkolnej drużynie, a ja "dla niego tańczę". Przytulił mnie na powitanie i przy tym pocałował w policzek. Dziwne, nigdy tak nie robił, czyżby chciał się do mnie zbliżyć? "Nie wyolbrzymiaj wszystkiego jak swoja matka, to tylko miły gest"- pojawił się głos w mojej głowie.
- Hej - powiedziałam odwzajemniając uścisk.
- Cześć - mruknął. Wow, to było dosyć seksowne. "Halo, dziewczyno, co z tamtym blondynem?!" - i znów ten głos. Ale to przecież tylko kolega...
- Idziesz ze mną do sklepiku? Nie mam śniadania.
- No spoko - taaak! Nie muszę iść sama. I zaczęliśmy iść.
- Co dzisiaj robisz? - zapytał Cody.
- Hmmm... Dzisiaj mamy czwartek, to po szkole mam trening, ty zresztą też, a potem do domu i lekcje.
- A dałabyś radę wyjść dzisiaj do kina? Grają fajny film, komedia, myślę, że by Ci się spodobał. Co ty na to? - o kurwa, że na randkę? A może po prostu chce po przyjacielsku? Nigdy nie myślałam o nim jako moim potencjalnym chłopaku.
- Jeśli nie przeciążą nas dzisiaj lekcjami to dobrze.- przy tych słowach się uśmiechnęłam, a on odwzajemnił uśmiech.
Po chwili znaleźliśmy się przy sklepiku, kupiłam to co potrzebowałam i zawróciliśmy.
- Cody, kiedy jest najbliższy mecz?
- We wtorek, a co?
- Nic, po prostu chciałam wiedzieć.
- Ok, spoko. O siema.- jakie siema? Obróciłam się do niego a on przywitał się z jakimś kolesiem, do którego były skierowane te słowa. Zaraz, zaraz. To ON! Dobra wkraczam do akcji. Podeszłam do nich i stwierdziłam że teraz mam okazję go poznać. Gdy Cody i ON rozmawiali, ON zwrócił swoją uwagę na mnie. Cody też na mnie popatrzył po czym nas sobie przedstawił.
- Umm.. Justin to jest Kate, Kate to jest Justin. - a więc tak masz na imię. Justin wyciągnął do mnie rękę na powitanie, przy czym się lekko uśmiechnął. Zrobiłam to samo, tyle, że ja dodatkowo byłam zarumieniona, na sto procent. Typowe.
- Jesteś nowy w naszej szkole?- stwierdziłam, że się odezwę.
- Tak, nie dawno przeprowadziłem się z Portland do Seattle.
- To skąd znasz Codiego?- zapytałam ze zdziwieniem.
- Chodzimy razem do klasy.
- Aaa okej. - i rozległ się dzwonek. Miałam trochę daleko do klasy więc musiałam się z nimi szybko pożegnać. Przytuliłam Codiego a gdy chciałam pomachać ręką do Justina, on mnie przytulił. Wow wow wow. Szepnął mi ciche "do zobaczenia" i odsunął się ode mnie, znów z tym swoim pięknym uśmiechem. Zaczęłam więc iść do klasy. Na moje szczęście nie spóźniłam się, bo nauczycielka przyszła później.
- Co tak długo?- zapytała Chalsey z obok stojącą Christie.
- A więc idąc do sklepiku spotkałam Codiego, przytulił mnie i pocałował w policzek, umówiliśmy się tak jakby do kina, poznałam Justina czyli tego nowego bo chodzi do klasy właśnie z Codym. Przytulił mnie na pożegnanie i szepnął do zobaczenia.- odpowiedziałam. Obie dziewczyny stały przede mną z zaskoczeniem i podziwem wymalowanym na twarzy.
- Boże, szybka jesteś.- odparła Christie.- To już go poznałaś, ale co do Codiego to coś się święci. Na pewno mu się podobasz. Zresztą Justinowi chyba także
- Nie wiem, może, co do Justina to bardzo bym chciała.
Na szczęście nie zadali nam dużo, więc dzień po szkole i treningu z dziewczynami nie był zawalony lekcjami do odrobienia. Z tej okazji, że cheerleaderki i piłkarze mają treningi obok siebie, znów zobaczyłam Codiego. Ku memu zdziwieniu był tam też Justin. Rozmawiał z trenerem po czym wziął od jednego z chłopaków piłkę i zaczął rzucać do kosza oraz wykonywać wsady. Następnie brał udział w krótkim meczu pomiędzy piłkarzami z drużyny. Cały czas się mu przyglądałam, jeśli tylko miałam do tego okazję. Wyglądało to trochę jakby miał zdawać czy będzie w drużynie. Okazało się, że tak było o czym poinformowała mnie później Amanda. Dowiedziałam się również, że się dostał, co oznaczało, regularne widywanie się z nim. No, tak jakby. Po treningu, przed szkołą złapał mnie Cody. Poinformował że seans jest o 18:00 i czy będzie mi ta godzina odpowiadała. Odparłam, że tak, w razie czego zadzwonię. Umówiliśmy się, że przyjedzie po mnie o 17:30. Nie czułam żadnych motyli w brzuchu gdy rozmawialiśmy, a tak powinno być gdyby mi się podobał, co nie? Chyba tak... Gdy skończyliśmy obgadywać tę kwestię podszedł do nas Peter. Przywitał się z nami i sie odezwał.
- No proszę, będziemy mieli kolejną pare?- powiedział ze śmiechem.
- Umm, my jedynie rozmawiamy...- odrzekłam.
- Nie czepiaj się - fuknął Cody.
- Okej, okej, nic nie mówię.
Zdałam sobie sprawę że jeśli mam iść do kina to muszę za chwilę być w domu, obiad i lekcje do odrobienia.
- Słuchajcie, ja już muszę iść. Do zobaczenia.- pomachałam im na pożegnanie i szybko odeszłam. Cody wyglądał tak jakby chciał mnie przytulić, no cóż, życie. Udałam się na przystanek i parę minut czekałam na autobus. Gdy znalazłam się w domu, poczułam aromat obiadu i zrobiłam się głodna. Jak to moja mama zaczęła mi wypominać moje zachowanie. Przeprosiłam ją, starając się złagodzić sytuację i pochwaliłam jej dzisiejszy wygląd. Rozmowa nie mogła być o szkole. To nie był ani nigdy nie będzie dobry temat. Zazwyczaj kończy sie sprzeczkami. Gdy zjadłam, skierowałam się do swojego pokoju i rzuciłam na łóżko. Zerknęłam na zegarek który pokazywał że mam 1,5h do przyjazdu kolegi. Zabrałam się do lekcji i po pół godziny czasu miałam odrobione. Została mi więc godzina, postanowiłam że przygotuję się do wyjścia. Gdy już byłam gotowa Cody napisał mi SMS, abym podała mu dokładny adres. Tak też zrobiłam. Po 10 min od wiadomości usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam torebkę i zeszłam na dół. Wiedząc, że na dworze jest zimno wpuściłam go zanim ubrałam kurtke i buty. Przytulił mnie na powitanie i wręczył mi różę. Podziękowałam i znów go przytuliłam, a kwiat dałam do wazonu. Był to miły gest, który oznaczał dla mnie, że to miała być jednak randka. No, chyba. Moja mama podeszła do nas, chcąc zobaczyć kto przyszedł.
- Dobry wieczór, pani Butler.- powiedział Cody.
- Ah, dobry wieczór. Jak masz na imię?
- Cody. - odparł.
- Miło mi Cię poznać Cody, Kate nie mówiłaś, że gdzieś się wybierasz.
- Tak, wiem, zapomniałam, przepraszam mamo. Idziemy do kina. Mogę skoro Cody już tu jest?- odpowiedziałam.
- Tak, idź, nie wracaj za późno. Miłego oglądania filmu.
- Dzięki, paaa.
- Do widzenia.- powiedział chłopak.
- Papa i do widzenia - odparła mama.
Cody otworzył dla mnie drzwi do auta, gdy wsiedliśmy, ruszył.
- Ładnie wyglądasz - odezwał się Cody.
- Dzięki - odparłam zarumieniona.
- Lekcje odrobione?- powiedział z lekkim dogryzieniem ale z uśmiechem. Nie umiem tego dokładnie ubrać w słowa. Wiecie chyba o co chodzi.
- Tak, a twoje? - odpowiedziałam.
- Nie do końca.
- Na jaki film jedziemy?
- Love Rosie, może być? - odparł, jakby z lekkim stresem czy mi odpowiada.
- Tak, tak, chciałam na to iść. - powiedziałam z radością i lekkim podekscytowaniem.
Cody odetchnął z ulgą.
- Miałem taką nadzieję. - po tych słowach nastąpiła chwila ciszy.
- A właśnie, ile kosztuje bilet ulgowy?
- A dlaczego pytasz? - zapytał z lekkim zdziwieniem.
- Bo nie wiem ile będę musiała zapłacić?
- Przecież za Ciebie zapłacę, w końcu Cię zaprosiłem. - odpowiedział płynnie z lekkim uśmiechem.
- Ohhh... - z jednej strony chciałam żeby tak właśnie było, bo on mnie zaprosił, ale też dziwnie się trochę czułam, że wydawał na mnie pieniądze.
- Sądziłaś, że będziesz musiała płacić? - zapytał zdziwiony i jakby trochę ubawiony. Co go tak zdziwiło moje pytanie? Poczułam się lekko zakłopotana.
- Umm.. Tak, chyba właśnie tak myślałam. - odpowiedziałam nieśmiało, po czym spuściłam głowę, a włosy przysłoniły mi całą twarz.
- Heeeeej, czemu jesteś zawstydzona? - powiedział chłopak i uniósł mój podbródek w swoją stronę, patrząc się przy tym na mnie. Kiedy również się na niego popatrzyłam puścił mnie, ale wyczekiwał odpowiedzi.
- Patrz na drogę. - powiedziałam bardziej stanowczo, nie chciałam wypadku. Chłopak zwrócił swój wzrok na ulicę i jeżdżące przed nim samochody. Tak właśnie zakończyliśmy naszą rozmowę.
Po paru minutach Cody zaparkował na parkingu przed kinem. Chłopak wcześniej wyszedł z auta i otworzył mi drzwi abym mogła wysiąść. Co za dżentelmen, pomyślałam. Zaczęliśmy iść w stronę budynku. Gdy już byliśmy w środku, okazało się, że bardzo dużo osób czeka na ten film. Zauważyłam znajome twarze z mojej szkoły. Przeczuwam, że będą plotki o mnie i Codym.
- Chodźmy odnieść kurtki do szatni - powiedział chłopak. Skinęłam głową i poszliśmy, a następnie skierowaliśmy się po popcorn. Poprosiłam o karmelowy, gdy chciałam zapłacić Cody zrobił to za mnie. Znów poczułam się nie komfortowo. Gdy już dostaliśmy swoje jedzenie zaczęliśmy iść pod salę w której ma grać Love Rosie. Chłopak podał bilety i skierowaliśmy się na nasze miejsca. Okazało się, że zajął kanapę, co oznaczało, że będziemy siedzieć bliżej siebie. O 18:00 w pomieszczeniu zrobiło się ciemno i zaczęły się reklamy. Po paru minutach zaczął się film.
Wyszliśmy z sali, film mi się bardzo podobał, Codiemu również. Nie próbował niczego podczas oglądania, z czego się nawet cieszyłam, bo bym była pewnie spięta. Chodzi o to, że tak nagle wykazał swoje zainteresowanie mną. W drodze do szatni wymienialiśmy się wrażeniami po filmie. Gdy już się ubraliśmy poszliśmy w stronę samochodu. Najpierw otworzył mi drzwi, potem sam wsiadł. Jazda zajęła z dziesięć minut. W trakcie, poprosiłam go o włączenie radia, co zrobił. Akurat leciały fajne piosenki, to nie które sobie nuciłam, oczywiście nie za głośno by mojego śpiewu nie usłyszał Cody, swój wokal wolę zachować dla siebie. Gdy znaleźliśmy się przed moim domem chłopak zaparkował. Obróciłam głowę w jego stronę i się odezwałam:
- Dzięki za dzisiejszy wieczór, nie wiem jak mam się odwdzięczyć.
- Nie ma sprawy, ja też dziękuję, nie musisz nic robić. - odpowiedział. Po jego słowach odpięłam pasy.
- A więc do zobaczenia w szkole. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Tak, do zobaczenia. - również się uśmiechnął. Następnie wysiadłam z auta, zamknęłam drzwi i pomachałam mu na pożegnanie. Chłopak i odmachał i ruszył samochodem, a ja skierowałam się w stronę domu.
------------------------------------------------------
czytasz=komentujesz
No to jest drugi rozdział! Mam nadzieję, że wam się spodobał, baaaardzo proszę o komentarze, bo dzięki nim wiem dla kogo piszę i to właśnie one mnie motywują. Zachęcam również do obserwacji na twitterze @kornelia_7 będę tam dodawała informacje kiedy kolejny rozdział, a czasami umieszczę spojlery, jeśli będzie tylko więcej czytelników.
xoxo
- A właśnie, ile kosztuje bilet ulgowy?
- A dlaczego pytasz? - zapytał z lekkim zdziwieniem.
- Bo nie wiem ile będę musiała zapłacić?
- Przecież za Ciebie zapłacę, w końcu Cię zaprosiłem. - odpowiedział płynnie z lekkim uśmiechem.
- Ohhh... - z jednej strony chciałam żeby tak właśnie było, bo on mnie zaprosił, ale też dziwnie się trochę czułam, że wydawał na mnie pieniądze.
- Sądziłaś, że będziesz musiała płacić? - zapytał zdziwiony i jakby trochę ubawiony. Co go tak zdziwiło moje pytanie? Poczułam się lekko zakłopotana.
- Umm.. Tak, chyba właśnie tak myślałam. - odpowiedziałam nieśmiało, po czym spuściłam głowę, a włosy przysłoniły mi całą twarz.
- Heeeeej, czemu jesteś zawstydzona? - powiedział chłopak i uniósł mój podbródek w swoją stronę, patrząc się przy tym na mnie. Kiedy również się na niego popatrzyłam puścił mnie, ale wyczekiwał odpowiedzi.
- Patrz na drogę. - powiedziałam bardziej stanowczo, nie chciałam wypadku. Chłopak zwrócił swój wzrok na ulicę i jeżdżące przed nim samochody. Tak właśnie zakończyliśmy naszą rozmowę.
Po paru minutach Cody zaparkował na parkingu przed kinem. Chłopak wcześniej wyszedł z auta i otworzył mi drzwi abym mogła wysiąść. Co za dżentelmen, pomyślałam. Zaczęliśmy iść w stronę budynku. Gdy już byliśmy w środku, okazało się, że bardzo dużo osób czeka na ten film. Zauważyłam znajome twarze z mojej szkoły. Przeczuwam, że będą plotki o mnie i Codym.
- Chodźmy odnieść kurtki do szatni - powiedział chłopak. Skinęłam głową i poszliśmy, a następnie skierowaliśmy się po popcorn. Poprosiłam o karmelowy, gdy chciałam zapłacić Cody zrobił to za mnie. Znów poczułam się nie komfortowo. Gdy już dostaliśmy swoje jedzenie zaczęliśmy iść pod salę w której ma grać Love Rosie. Chłopak podał bilety i skierowaliśmy się na nasze miejsca. Okazało się, że zajął kanapę, co oznaczało, że będziemy siedzieć bliżej siebie. O 18:00 w pomieszczeniu zrobiło się ciemno i zaczęły się reklamy. Po paru minutach zaczął się film.
Wyszliśmy z sali, film mi się bardzo podobał, Codiemu również. Nie próbował niczego podczas oglądania, z czego się nawet cieszyłam, bo bym była pewnie spięta. Chodzi o to, że tak nagle wykazał swoje zainteresowanie mną. W drodze do szatni wymienialiśmy się wrażeniami po filmie. Gdy już się ubraliśmy poszliśmy w stronę samochodu. Najpierw otworzył mi drzwi, potem sam wsiadł. Jazda zajęła z dziesięć minut. W trakcie, poprosiłam go o włączenie radia, co zrobił. Akurat leciały fajne piosenki, to nie które sobie nuciłam, oczywiście nie za głośno by mojego śpiewu nie usłyszał Cody, swój wokal wolę zachować dla siebie. Gdy znaleźliśmy się przed moim domem chłopak zaparkował. Obróciłam głowę w jego stronę i się odezwałam:
- Dzięki za dzisiejszy wieczór, nie wiem jak mam się odwdzięczyć.
- Nie ma sprawy, ja też dziękuję, nie musisz nic robić. - odpowiedział. Po jego słowach odpięłam pasy.
- A więc do zobaczenia w szkole. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Tak, do zobaczenia. - również się uśmiechnął. Następnie wysiadłam z auta, zamknęłam drzwi i pomachałam mu na pożegnanie. Chłopak i odmachał i ruszył samochodem, a ja skierowałam się w stronę domu.
------------------------------------------------------
czytasz=komentujesz
No to jest drugi rozdział! Mam nadzieję, że wam się spodobał, baaaardzo proszę o komentarze, bo dzięki nim wiem dla kogo piszę i to właśnie one mnie motywują. Zachęcam również do obserwacji na twitterze @kornelia_7 będę tam dodawała informacje kiedy kolejny rozdział, a czasami umieszczę spojlery, jeśli będzie tylko więcej czytelników.
xoxo