Po powrocie do domu mama pytała jak było w kinie, odpowiedziałam, że fajnie i film mi się podobał, było duzo osób. Mój tato był od razu zainteresowany co to za chłopak. Odpowiedziałam że kolega ze szkoły, a znamy się z treningów. Nie lubię gdy chcą wszystko wiedzieć. To troche denerwujące. Chciałam się zastanowić nad Codym, czy zaczęłam mu się podobać, wnioskuję, że tak. Też go lubię, ale nie jestem pewna czy kiedykolwiek będę chciała więcej, niż relacja koleżeńska bądź przyjaźń. Nie zapomniałam o Justinie. Jego uśmiech jest piękny, Codiego zresztą też, ale w Justinie jest to coś. Może to dlatego że jest nowy i jest takie początkowe zafascynowanie jego osobą. Nie wiem sama. Bardzo pragnę go poznać, ale nie mam siły na razie myśleć jak. Jestem w szkole, a nie mogę cały czas skupiać się na chłopaku. Zaczęłam więc słuchać co mówi nauczyciel matematyki.
Zadzwonił dzwonek, a byłam głodna więc chciałam iść zjeść na stołówkę. Nie wiem dlaczego, ale nie miałam w tym dniu rozmawiać z ludźmi, byłam jakby zmęczona. Ale czym? Przecież dzień wcześniej nie wydarzyło się nic nie fajnego.
- Hej, co się stało? - zapytała Chalsey.
- Nic, po prostu mam jakiś słaby dzień. Zero ochoty na cokolwiek.
- Aa okej. A jak wczorajszy wypad do kina?
- Bardzo fajnie, byliśmy na Love Rosie. Podjechał po mnie, wszedł na chwile bo sie ubierałam, przyniósł mi różę i mnie przytulił i ogólnie to chyba mu się podobam.
- Ooo jak super - odpowiedziała z fascynajcą.
- Nom, a teraz pójdziemy na stołówkę? Jestem głodna.
- Okok. - i ruszyłyśmy.
Zorientowałam się, że mamy piątek, więc zaczynał się weekend. Nareszcie! Jak wchodziłyśmy na stołówkę, zauważyłam stolik przy którym siedziało paru chlopaków z drużyny, w tym Cody, a z nimi siedział Justin. Dwóch przy jednym stole, jeeej! Najwidoczniej Cody rownież mnie zauważył bo pomachał do mnie z uśmiechem i ręką zachęcił do podejścia. No nie, a ja nie miałam humoru. Nie chciałam się okazać jakaś małomówna, jeszcze jak siedział tam Justin. Wraz z Chelsey podeszłyśmy do nich. Cody wstał i mnie przytulił. "Cholera, będą plotki, znaczy jakoś super się niby nie przejmuje tym, ale Justin, nie chcę by myślał, że jestem zajęta."- pomyślałam. Podczas przytulenia się nie ruszałam, nie chciałam odwzajemniać, chłopacy zaczęli gwizdać i krzyczeć. Lekko oderwałam się od chłopaka, na co otrzymałam zmieszane spojrzenie, które zignorowałam i przesunęłam się w bok oraz przywitałam się z innymi jednym "hej". Wydawało mi się, że Cody chciał coś do mnie powiedzieć jednak mu się to nie udało. Wszyscy odpowiedzieli, a Justin mruknął cichą odpowiedź, nawet się nie popatrzył. Halo, halo o co chodzi? Za pierwszym razem szczerzy się do mnie, a teraz brak zainteresowania. Zrozum tu człowieka. Przypomniałam sobie, że jestem głodna i po to tu przyszłam. Zerknęłam na Chalsey, która stała obok mnie.
- Chodźmy, do jakiegoś stolika- powiedziałam do przyjaciółki.
Ta skinęła głową.
- My idziemy do stolika.- odezwałam się do chłopaków przy stole.
- Nie usiądziecie z nami?- zapytał lekko zdziwiony Cody. Nie, nie chcę byś patrzył jak jem.
- Nie, zjemy same.- odpowiedziałam trochę przepraszająco.
- To pa wszystkim. - Powiedziałam głośniej i pomachałam. Chalsey zrobiła to samo i skierowałyśmy się do wolnego stolika, a następnie usiadłyśmy i wyciągnęłyśmy swoje kanapki.
- Coś nie zbyt chętna byłaś do rozmowy z nim.- powiedziała.
- No nie mam dzisiaj za dobrego dnia, a on jeszcze sie tak zachowuje, że wszyscy będą myśleć, że jesteśmy razem, a ja chcę by Justin wiedział, że jestem wolna.
- Aaa rozumiem. No, mógłby zwolnić.- po tych słowach zaczęłyśmy jeść. Chalsey na chwile zwróciła uwagę na coś za mną.
- Ej, oni się tu patrzą.
- Jak, kto? - i juz chciałam obrócić głowę ale dziewczyna mnie powstrzymała.
- Nie obracaj się, jak to kto? Cody i reszta. Ale Justina tam już nie ma. - Oh, szkoda. I ponownie zajęłam się swoim jedzeniem. Po krótkim czasie skończyłam, jak i dziewczyna. Wstałyśmy od stołu mijając chłopców. Nagle poczułam lekkie szarpnięcie. Gdy odwróciłam głowę zobaczyłam Codiego, który trzymał moją rękę.
- Kate, coś się stało?- zapytał nieśmiało jakby bojąc się mojej odpowiedzi.
- Umm, nie mam humoru, tyle.- chciałam się obrócić i odejść, ale jego uścisk mi to uniemożliwiał.
- Napewno?
- Nie chce mi się teraz rozmawiać, naprawdę mam dzisiaj kiepski dzień. Sorki. - i chciałam zabrać rękę, on to zauważył i mnie puścił.
- A więc do zobaczenia?
- Tak - wymusiłam lekki uśmiech. Sama nie wiedziałam o co mi tak dokładnie chodziło więc po co miałam z nim rozmawiać? W drodze do klasy przyjaciółka nie zadawała więcej pytań, wiedząc że nie mam na nie ochoty.
Justin's POV
Jak zobaczyłem wchodzącą do stołówki wchodzącą Kate poczułem się jakoś lepiej. "Co jest z tobą Bieber?" - pomyślałem. Przecież nigdy się tak nie czułem. No chyba, że miało dojść do stosunku, to zawsze mnie uszczęśliwia. Ale ona? Nic między nami nie ma. Gdy przywitała się z Codym, byłem zaskoczony, poddenerwowany i lekko zazdrosny? Nie myślałem w ogóle, że oni mogli być razem. I to mnie zdziwiło. Byłem lekko poddenerwowany faktem, że ona kogoś ma, a chciałem się nią "zająć". A zazdrosny? Czy chciałem być na jego miejscu? "Przestań, jeszcze w związek chcesz się wpakować"- odezwał się głos w mojej głowie. Co zauważyłem dziewczyna nie była chętna do zbliżenia, z czego byłem troche zadowolony. Odsunęła się po krótkim czasie od chłopaka i przywitała sie z resztą. Odpowiedziałem cicho, nie patrząc na nią, nadal będąc wkurzony faktem, że on ją przytulał. Nie wiedziałem co w tej chwili się ze mną działo, to nie było zachowanie podobne do mojego.
************************************************
Moi kumple przyjechali do mnie około 19:00, mieliśmy zamiar wybrać się na impreze. Gdy byliśmy "gotowi", skierowaliśmy się do taksówki która zaparkowała przed moim domem, wracając z klubu nie mielibyśmy jak prowadzić, chyba wiecie dlaczego. Jak znaleźliśmy się na miejscu skierowaliśmy się do zarezerwowanego wcześniej stolika. Chciałem znaleźć sobie jakąś dziewczyne na ten wieczór. Nagle pomyślałem o Kate. Nie miałem jej numeru, więc wpadłem na pomysł, że napisze do Petera o podanie go. Znali się więc liczyłem, że ma jej numer. Szybko wystukałem wiadomość :
Ej masz może numer do tej cheerleaderki Kate?
Po chwili otrzymałem odpowiedź.
Peter: No mam, czemu pytasz?
Justin: Mógłbyś mi podać? Jest mi potrzebny.
Po niedługim czasie otrzymałem go w wiadomości. Przystąpiłem do działania i zadzwoniłem.
Kate's POV
Reszta dnia w szkole minęła monotonnie, jednak byłam już bardziej rozmowna niż wcześniej. Nie rozmawiałam z Codym, jedynie z Chalsey, Christie i Amandą.
W domu zjadłam obiad, odrobiłam wszystkie lekcje, a następnie usiadłam na łóżku z laptopem z zamiarem oglądania filmu. Wybrałam Wielki Gatsby, ale najpierw poszłam do kuchni w poszukiwaniu przekąsek. Znalazłam paczkę prażynek, paluszki oraz ciastka Oreo. Wszystkie te rzeczy oraz wodę wzięłam na górę. Gdy już byłam przygotowana na "piątkowy wieczór filmowy", nagle zadzwonił telefon. "Aaaaa czego chcesz?"- pomyślałam i zerknęłam na telefon. Nie znałam tego numeru ale postanowiłam odebrać.
- Hej - odezwał się lekko zachrypnięty męski głos. "Kto to może być?".
- Umm, cześć? Z kim rozmawiam?- odpowiedziałam.
- Tu Justin, pamiętasz mnie?- odpowiedział pewnie z lekkim chichotem. O kurwa, oczywiście że pamiętam. Skąd on ma mój numer i po co dzwoni? Znaczy jestem bardzo szczęśliwa ale dlaczego? I właśnie w tej chwili byłam szczęśliwa w cholerę. Cały dzisiejszy zmulony dzień stał się pełen życia.
- Tak, pamiętam - odpowiedziałam mniej pewnym głosem.
- Jest impreza, przyjeżdżasz?
- Ale gdzie? I kto tam w ogóle będzie?- zapytałam zaskoczona. "On chce mnie zaprosić na imprezę!"- pomyślałam.
- Jestem w klubie z moimi kumplami z Portland.
- Oh, okej.
- To jak?
- Okej, ale to za jakiś czas, gdzie to jest?
- Namiary wyślę Ci w wiadomości. Do zobaczenia. - odpowiedział.
- Ok, do zobaczenia. - odparłam.
Co ja właśnie zrobiłam? Przecież rodzice mi nie pozowlą nigdzie iść. Chyba, że powiem, że chcę iść spać do jednej z dziewczyn. Postanowiłam że tak zrobię więc zeszłam na dół i zaczęłam rozmowę z mamą.
- Mamo, mogłabym dzisiaj pójść spać do Amandy? Nudzi nam sie w domu, a chciałyśmy pobyć razem.
- No dobrze.
- Dziękuje. - powiedziałam z radością i ją przytuliłam.
Gdy dostałam zgodę, ruszyłam do pokoju wybierając ubrania. Zdecydowałam się na jasne jeansowe rurki, czarny top, naszyjnik z różowymi i złotymi elementami oraz czarne buty na nie za dużym obcasie. Gdy to ustaliłam zabrałam się za prostowanie włosów i lekki makijaż. Starałam się zrobić to szybko aby Justin nie musiał zbyt długo czekać. W oczekiwaniu na nagrzanie sie prostownicy szybko napisałam do Amandy aby mnie kryła, i w razie czego mówiła, że u niej spałam. Dziewczyna była zdziwiona i pytała po co, więc napisałam jej całą prawdę. Przyjaciółka sie zgodziła i cieszyła sie z całej sytuacji, tak jak ja. Gdy byłam już wyszykowana, spakowałam do torebki klucze, telefon i troche gotówki. Zadzwoniłam po taksówkę i znów zeszłam na dół. Starałam się tak przejść by mama nie zauważyła, że się tak wyszykowałam więc wcześniej ubrałam płaszcz. Nie zwróciła na mnie większej uwagi więc byłam spokojna. Ubrałam buty, pożegnałam i skierowałam się w stronę taksówki.
Przez całą jazdę samochodem byłam zestresowana i poddenerwowana. Głupia się zgodziłam nie wiedząc co mnie czeka. Przecież go nie znałam, a on mnie zaprosił do klubu. W końcu taksówka sie zatrzymała. Moje poddenerwowanie wzrosło chyba do maximum. Zapłaciłam i wyszłam z pojazdu kierując się do budynku. Przed wejściem było dużo ludzi."Jak niby miałabym się tam dostać? A poza tym jestem niepełnoletnia."-pomyślałam. "Brawo za inteligencje"- odezwał się głos w głowie. Nie no, rewelacja. Chętnie napisałabym w tej chwili do Justina lecz nie miałam kasy na koncie. Postanowiłam, że poproszę kogoś o pożyczenie telefonu abym mogła do niego zadzwonić.
- Przepraszam, czy mogłabym pożyczyć na chwile telefon? Potrzebuje skontaktować się ze znajomym a nie mam pieniędzy na koncie. - zapytałam jakąś dziewczyne.
- Nie. - odpowiedziała. "No rewelacja, w ogóle kto tak odpowiada, chyba zawsze sie daje jak jest taka możliwość." Postanowiłam poprosić tym razem jakiegoś faceta. Podeszłam do wysokiego, ciemno włosego chłopaka, który palił papierosa. Gdy stanęłam obok niego popatrzył się na mnie najpierw z zaskoczoną miną, a potem wydawał się jakby zadowolony.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mogę pożyczyć twój telefon by skontaktować się ze znajomym? Niestety nie mam już pieniędzy na koncie. - odezwałam się.
- Spoko, nie ma sprawy. - Po tych słowach podał mi swojego IPhona.
Wyszukałam numer Justina u siebie, a potem przepisałam go na drugim telefonie. Co mnie zdziwiło, chłopak z papierosem miał już zapisany ten numer pod nazwą "Mój kutas ❤️". Co do... To gejowskie.
- Czy znasz Justina Biebera? Bo masz zapisany jego numer a to właśnie do niego miałam dzwonić.- powiedziałam zdziwiona.
- No jasne, to mój kumpel. Czekaj, ty jesteś tą Kate ze szkoły?
- Najwyraźniej. Miałam tu przyjść ale nie mam jak sie dostać. Możesz mi pomóc.
- No spoko, chodźmy. - chłopak ugasił papierosa i przyciągnął do siebie. Byłam lekko zaskoczona, ale nie protestowałam.
- A ty jak masz na imie?- postanowiłam zapytać.
- Jake- odpowiedział z uśmiechem. "Czy inni znajomi Justina też są tacy przystojni? Wszyscy sie dobrali."- pomyślałam. Ochroniarz nas zatrzymał jednak Jake coś pokazał i zostaliśmy wpuszczeni.
W pomieszczeniu było mega głośno. Grała muzyka, wszędzie było pełno ludzi oraz alkoholu. Nawet mi się to spodobało, zawsze chciałam być w takim miejscu, tyle, że z kimś kogo dobrze znam i będę się czuła bezpiecznie. A z Justinem? Skąd miałam wiedzieć jak sie zachowuje i jaki jest? Mimo to zgodziłam się przyjechać, dlatego, że bardzo mi się spodobał, a drugiej takiej okazji może nie być. Chłopak prowadził mnie gdzieś po schodach, co potem sie okazało miejscem VIP. Był to stolik, a wokół niego duża kanapa, na której siedzieli trzej chłopacy, w tym Justin, który był pijany. Wtedy pożałowałam swojego przyjazdu tutaj, bo co niby miałam robić z nim pijanym? Gdy stanęliśmy przy stoliku, a dokładniej Jake usiadł a ja stałam "pan upity" zwrócił na mnie uwage, tak samo jak jego koledzy. Pomachałam do nich lekko, a każdy pokolei wstał i sie ze mną przywitał. Pierwszy był David, jasny blondyn, jak każdy na tej kanapie oprócz Jake'a. Wymieniłam sie z nim uściskiem dłoni, podobnie jak z Jasonem. Gdy miałam sie przywitać z Justinem, on gdzieś zniknął. Noo, fajnie. Usiadłam na kanapie obok chłopaków a dokładniej siedziałam obok Davida. Przynajmniej oni nie byli spici i dało się porozmawiać. Dowiedziałam się, że David ma dziewczyne, że Jason chodzi do collegu, a Jake planuje przeprowadzić się do Seattle, wydawali się bardzo miłymi osobami, jednak Jason był mniej otwarty od reszty.
- A gdzie Justin? - postanowiłam zapytać.
- Może poszedł poszukać jakiejś laski- odpowiedział Jake ze śmiechem. W tej chwili byłam smutna i wkurzona. Dlaczego on chciał bym tutaj przyszła? Nie ma go gdy jestem, to po cholerę do mnie dzwonił? To była beznadziejna sytuacja. Miałam sie spotkać raczej z nim a nie z jego kumplami. Najzwyczajniej mnie olał, a tego nie nawidzę. Wstałam poddenerwowana, pożegnałam się, i skierowałam w stronę wyjścia. Nie chciałam zostać tu ani chwili dłużej. Nagle, przy barze zobaczyłam Justina z jakąś dziewczyną. Wtedy poziom mojego zdenerwowania podniósł się ze 100 do 1000. Pod wpływem impulsu skierowałam się w jego stronę. Chłopak wraz z dziewczyną sie z czegoś śmiali, no cóż, zaraz nie miało mu być do śmiechu. Gdy Justin chciał już coś powiedzieć do swojej "koleżanki", ja już byłam obok i to ja zabrałam głos.
- Oh, cześć Justin. Wydaje mi się, że to po mnie dzisiaj dzwoniłeś a nie po nią. - ostatnie słowa wypowiedziałam z jadem, patrząc się na dziewczyne, która miała wtedy zdezorientowaną minę i była chyba też wkurzona, że nie tylko jej towarzystwa chciał chłopak. Justin popatrzył na mnie jakby mnie nie poznając, dopiero jak skończyłam mówić jakby oprzytomniał, co było w ogóle dziwne bo był nawalony w trzy dupy.
- Kate. - powiedział troche nie wyraźnie i ze zdenerwowaniem. Czemu to on niby miał być zdenerwowany? To ja tutaj przyjechałam na próżno. I nagle dostałam olśnienia. Prawdopodobnie już przeze mnie stracił laske na jedną noc, a raczej na jeden numerek. Obrzydliwe. - Co tutaj robisz?- a to idiotyczne pytanie. Gdy sie o to zapytał parsknęłam śmiechem.
- Co ja tutaj robie? Zadzwoniłeś do mnie z zaproszeniem bym do ciebie przyjechała tutaj, po czym przyjeżdżam i gadam z twoimi kumplami bo ty postanawiasz zniknąć- odpowiedziałam wkurzona.
- Może już nie chciałem twojego towarzystwa. - odpyskował. Ał, to zabolało, ale nie mogłam tego okazać. Co za chuj. Jak tak można było powiedzieć?
- No cóż, już nigdy nie zamierzam być "twoim towarzystwem". - po tych słowach odeszłam i opuściłam budynek. Jak wyszłam, moje ciało zderzyło sie z zimnym powietrzem i dostałam gęsiej skórki. Szybko ubrałam płaszcz i zaczęłam iść ulicą. Zerknęłam na telefon i okazało się, że jest 23:00. Co ja miałam wtedy ze sobą zrobić? Nie byłam przecież pewna czy moi rodzice już śpią by wkraść się do domu. "Zajebiście"- pomyślałam. Zobaczyłam do portfela ile miałam pieniędzy by pojechać taksówką i na szczęście jeszcze troche zostało. Na ulicy było ciemno więc szybko kierowałam się w oświetlone miejsce, jest bardzo niebezpiecznie, więc nie chciałam się jeszcze bardziej narażać. Szybko wezwałam pierwszą taksówkę, wsiadłam i podałam adres. Gdy byłam bezpieczna, zachciało mi się płakać przez tę sytuację. Gdyby nie on, nie miałabym mętliku w głowie, leżałabym w łóżku oglądając filmy a nie siedziała w taksówce, która miała mnie zaweść do domu. Nie miałam siły nawet o tym myśleć. Miałam ochotę się położyć i zasnąć w domu. Byłam zmęczona tym wieczorem, a to wszystko przez pana Biebera. Ciekawe jak będzie się zachowywał w szkole. Czy on w ogóle będzie pamiętał co zrobił i powiedział? Po parenastu minutach byłam pod domem. Zapłaciłam i podziękowałam, a następnie wysiadłam. Zobaczyłam, że nie palą się żadne światła w domu więc miałam nadzieje, że rodzice śpią. Cicho podeszłam do drzwi i wyciągnęłam klucze z torebki i powoli otworzyłam zamek. Gdy już "wykonałam" to zadanie, weszłam do środka, nie zapalając świateł. Po cichu ściągnęłam buty i skierowałam się do własnego pokoju. Gdy już byłam na górze zauważyłam świecącą się lampkę w pokoju rodziców. Szybko zwiałam do łazienki, aby zmyć makijaż i ściągnąć ubrania. Gdy to zrobiłam ogarnęłam, że mam zrobione włosy, więc związałam je szybko gumką, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Gdy wychodziłam, przed łazienką stała mama z lampą i tata.
- Boże Kate, co ty tutaj robisz?! - zapytała zdenerwowana mama.
- Przepraszam że o tej godzinie wracam ale okazało się że Amanda jedzie jutro rano gdzieś do rodziny więc nie mogłam za bardzo u niej spać a jej rodzice mnie odwieźli pod dom.
- Wiesz co, trzeba było zadzwonić i nas o tym poinformować, a nie skradać się jak jakiś złodziej. - odezwał się tata.
- No przepraszam, nie chciałam was obudzić, nie sądziłam, że nie śpicie.
- No dobrze, ale żeby takie sytuacje się nie powtarzały. Najpierw masz się upewnić czy możesz u kogoś nocować i nas informować o wszelkich zmianach. - powiedziała mama.
- Dobrze. - odrzekłam zmęczona rozmową.- Jestem już bardzo zmęczona i śpiąca, więc już pójdę spać, ok?
- Okej.- odpowiedziała mama.
- Dobranoc - i skierowałam się do pokoju.
- Dobranoc- powiedzieli rodzice.
"Uff, na szczęście dobrze sie skończyło. Nie mam żadnego szlabanu czy coś, uwierzyli mi." Szybko przebrałam się w piżamę bo naprawdę byłam zmęczona dzisiejszym dniem i położyłam się do łóżka. Nie miałam nawet sił myśleć o Justinie. "Tę sprawę przeznaczę sobie na jutro, albo zostawię i nic nie zrobię." Widocznie ta osoba nie zasługiwała na moje zainteresowanie skoro tak sie zachowuje. Po chwili zasnęłam i odpłynęłam do krainy snów.
----------------------------------
czytasz=komentujesz
Przepraszam bardzo za taką długą przerwę, zwłaszcza, że dopiero zaczynam. Mam nadzieję, że nie jesteście bardzo źli o to i z chęcią przeczytaliście rozdział i go skomentujcie, jak wam sie podobał. Nie wiem co ile będę wstawiać, zależy od humoru i chęci. Info moge zamieszczać na Twitterze. Do kolejnego! 😃